Obie akcentowały budowlaną solidność, zatem pasują jako zwiastun niniejszego odcinka cyklu „Było, nie minęło”. Centrala Handlu Zagranicznego Budownictwa Budimex utworzona została pół wieku temu. Burzliwy rok 1968 to wręcz symbol siermiężnego socjalizmu z epoki towarzysza Władysława Gomułki. W odróżnieniu od wielu firm prezentowanych w naszym cyklu współczesna grupa Budimex nie dokopuje się do starszych korzeni. Wobec niepodległościowego stulecia jubileusz połówkowy wygląda skromnie, ale budowlany potentat ma godny dorobek. Poza tym jeden z jego najnowszych kontraktów, o którym wspomnimy na końcu, ma szczególną symbolikę związaną nie ze stuleciem, lecz z całym tysiącleciem dziejów Polski. Zarabiać za granicą, wydawać w kraju Ortodoksyjni władcy PRL zdawali sobie sprawę, że również socjalistyczna gospodarka planowa musi prowadzić handel zagraniczny. Wyklęte ideologicznie dewizy, na czele z dominującym dolarem amerykańskim, były po prostu konieczne dla funkcjonowania państwa. Zapóźniony technologicznie krajowy przemysł oferował jednak mało towarów o jakości wymaganej przez odbiorców zagranicznych. Wyjściem alternatywnym stał się handel polską pracą i usługami świadczonymi za granicą. Pod bardzo ścisłą kontrolą państwa zaczęto delegować do zagranicznych zleceń zarówno firmy, jak i pracowników. Taka była geneza utworzenia w 1968 r. Budimeksu. Idea eksportowania usług budowlanych wyprzedziła przejęcie w grudniu 1970 r. władzy przez towarzysza Edwarda Gierka i kredytowo-licencyjne otwarcie gospodarki PRL na świat. Zagraniczne budowy prowadzone były w bratnich państwach członkowskich Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, a także w tzw. postępowych krajach Azji i Afryki. Eksperyment z Budimeksem okazał się na tyle obiecujący, że w 1971 r. utworzone zostało siostrzane Biuro Eksportu Budownictwa Komunikacyjnego Dromex. Szybko się bowiem okazało, że największym zainteresowaniem zleceniodawców cieszy się budowa dróg. Od tamtego czasu Budimex i Dromex szły w parze, w XXI wieku zaś nastąpiło ich stopienie instytucjonalne. Drogownictwo pozostaje ważnym sektorem tradycji i współczesności grupy Budimex. Budowy prowadzone były w różnych państwach, ale największe znaczenie miały wielomilionowe kontrakty w Iraku i Libii. Oba pustynne państwa arabskie, z ogromnymi potrzebami infrastrukturalnymi, dysponowały twardymi walutami z eksportu ropy naftowej. Rządzili nimi dyktatorzy, którzy jednak rozumieli konieczność postępu cywilizacyjnego. Zamachy stanu kalendarzowo zbiegły się z dziejami Budimeksu. W Iraku od 1968 r. rządził Ahmad Hasan al-Bakr, którego od 1979 r. zastąpił kuzyn Saddam Husajn. W Libii natomiast w 1969 r. zagarnął władzę Muammar Kadafi. Firmy z Polski okazały się bardziej konkurencyjne od zachodnich, bo były po prostu tańsze, chociaż jakość naszych budowlańców wcale nie była gorsza. Dla Budimeksu i Dromeksu zaś płatności w petrodolarach były niezwykle atrakcyjne i korzystne. Legendą PRL stały się zarobki delegowanych pracowników. Ze względu na sztucznie utrzymywane anomalie kursowe, wyjazd na kontrakt oznaczał finansowy awans do krajowej elity, umożliwiał w Polsce szybkie wybudowanie domu etc. Dlatego kolejka chętnych na intratne budowy była ogromna, ciemną stroną procesu rekrutacji stawał się nepotyzm i nierzadka korupcja. Z drugiej strony — jeśli ktoś już wyjechał, to solidnie pracował za prawdziwe pieniądze. Dawali zarobić, ale na końcu nie zapłacili Obaj wspomniani dyktatorzy, a zarazem wielcy zleceniodawcy robót budowlanych w ich państwach, po wojnach i krwawych rewolucjach skończyli nędznie — Saddam Husajn został powieszony w 2006 r., a Muammar Kadafi zastrzelony w 2011 r. Już wiele lat wcześniej, pod koniec XX wieku, po przemianach ustrojowych w Polsce i innych państwach naszego regionu, nastąpiło jednak pęknięcie i zerwanie kontraktów. Budimex i Dromex zwłaszcza z ogarniętego wojnami Iraku nie wyegzekwowały wielu zaległych milionów. Zamiast kasy pozostała satysfakcja, że np. strategiczna autostrada tranzytowa przez cały Irak, z dużym polskim wkładem, okazała się bardzo solidna i posłużyła wojskom amerykańskim podczas inwazji… Po przemianach ustrojowych losy Budimeksu były standardowe. Przekształcenia prawne i własnościowe dostosowywały państwową firmę do twardej rynkowej konkurencji. W 1992 r. nastąpiła jej komercjalizacja, czyli przekształcenie w spółkę akcyjną. W 1995 r. udanie zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych, wartość akcji przekroczyła cenę emisyjną o 35 proc. Najważniejsza dla współczesnych losów firmy transakcja zawarta została w 2000 r. — inwestorem strategicznym Budimeksu została potężna hiszpańska grupa Ferrovial. W 2002 r. przejęty został Mostostal Kraków oraz powstała spółka Budimex Dromex, która na dalszym etapie konsolidacji grupy została w 2009 r. wchłonięta przez Budimex — tym samym nazwa Dromex po 38 latach funkcjonowania przeszła do historii. W 2011 r. Budimex znalazł się w giełdowym indeksie Respect, obejmującym spółki najbardziej odpowiedzialne. Skonsolidowana grupa, zatrudniająca obecnie 8,2 tys. pracowników, podzielona jest na segment budowlany, deweloperski oraz prowadzący pozostałą działalność. Udział Budimexu w międzynarodowej grupie Ferrovial wynosi zaś 12 proc. Drogi, koleje, dworce, mosty — wszystko W tym roku Budimex otrzymał jubileuszowy tytuł „Tego, który zmienia polski przemysł”. Biorąc pod uwagę liczbę realizacji przemysłowych powstałych na przestrzeni 50 lat — rzeczywiście zmienia. Od przemian ustrojowych naturalnym trendem stał się zwrot Budimeksu ku zamówieniom z kraju (wszak socjalistyczna premia kursowa przestała istnieć). Również naturalnym zjawiskiem jest różnorodność sektorów — doświadczenie i potencjał Budimeksu umożliwia realizację każdej inwestycji, czy to kubaturowej, czy komunikacyjnej. Z okazji 50-lecia istnienia firma zestawiła swoją listę TOP 50. Kilka pozycji z niej wypada skrótowo wymienić. Za najbardziej prestiżową budowę półwiecza Budimeksu można uznać nietypowe zamówienie prywatne — sanktuarium maryjne w Licheniu Starym koło Konina. Monumentalna, pięcionawowa bazylika, z wieżą wysokości ponad 140 m, jest największym kościołem w Polsce, ósmym w Europie i dwunastym na świecie. Budimex wznosił ją przez dekadę 1994-2004, obiekt nieukończony poświęcił w 1999 r. papież Jan Paweł II. Oprócz ogromnej kubatury niecodzienność inwestycji polegała na sposobie finansowania „co łaska”, czyli z datków pielgrzymów. Podczas podpisywania umowy i całej budowy Budimex nie miał zatem gwarancji budżetowych, ale zatorów płatniczych nie odczuwał… Drugą imponującą budowlą z tej samej półki jest sanktuarium w krakowskich Łagiewnikach, które wzniósł Mostostal Kraków, należący do grupy Budimex. Spośród wielu innych obiektów kubaturowych znane są stadiony sportowe w Lublinie i Gdyni, terminale lotnicze w Gdańsku i Lublinie, odnowione dworce w Przemyślu i Wrocławiu. Hale biznesowe na liście osiągnięć Budimeksu reprezentują zakłady Polpharma w Starogardzie Gdańskim i Polmlek w Lidzbarku Warmińskim. Bardzo efektowne jest strategiczne centrum Polskich Sieci Elektroenergetycznych w podwarszawskim Konstancinie. Bogata jest również lista infrastrukturalna. Za jej dziekana uznajmy Pomorską Kolej Metropolitalną, zapewniającą dojazd z Gdańska do portu lotniczego im. Lecha Wałęsy. Trudno uwierzyć, ale to pierwsza dwutorowa linia z przystankami, zbudowana w Polsce od zera, licząc od epoki towarzysza Edwarda Gierka. Budimex wraz z Ferrovialem zbudował także pod Kwidzynem nowoczesny most na Wiśle, z układem nośnym EPB (extradosed prestressed bridge). Łączy on ideę mostu podwieszanego i belkowego sprężonego, dzięki czemu jest tańszy od zwykłego wantowego, ponieważ pylony nośne są znacznie niższe. Na zakończenie — zapowiedziane na wstępie jedno z najnowszych zamówień, które ma szczególną symbolikę. Budimex rozpoczął budowę potężnej siedziby Muzeum Historii Polski, ma ją ukończyć w lutym 2021 r. Gmach powstaje w kompleksie warszawskiej Cytadeli, równolegle do Wisły. Trudno uniknąć refleksji — oto firma, która z definicji powstała jako podmiot gospodarki PRL-owskiej i na samym początku budowała efektowny wieżowiec Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej w Moskwie, po pół wieku wznosi sztandarowe muzeum patriotyczne wewnątrz złowrogiej carskiej twierdzy, zbudowanej nie dla obrony Warszawy, lecz w celu rozstrzelania miasta z armat, gdyby wybuchło kolejne powstanie. Historia bywa przewrotna… &
Niech radośnie rośnie gmach, Naszym snom i twoim snom, Warszawo! Niech się mury pną do góry, Kiedy dłonie chętne są, Budujemy betonowy, nowy dom.
Z utęsknieniem oczekuję chwili, kiedy po zapoznaniu się z kolejnym projektem legislacyjnym przygotowanym w Ministerstwie Zdrowia, będę mógł z zadowoleniem stwierdzić, że to dobry projekt. Z utęsknieniem oczekuję chwili, kiedy po zapoznaniu się z kolejnym projektem legislacyjnym przygotowanym w Ministerstwie Zdrowia, będę mógł z zadowoleniem stwierdzić, że to dobry projekt. Naprawdę bardzo chciałbym za coś pochwalić ministerstwo, bo ciągła krytyka staje się nudna, a piszący te słowa może stać się niepoprawną zrzędą. Niestety, kolejny projekt ustawy, tym razem o 7-letnim planie transformacji nie dał mi szansy na napisanie czegoś dobrego. Pomijając, mam nadzieję, że przypadkowe skojarzenia z opracowywanymi za tzw. komuny planami pięcio- i sześcioletnimi siedmioletnie plany transformacji mają być według pomysłodawców sposobem na naprawę systemu opieki zdrowotnej. Mając na uwadze, że sposób i proponowane czynniki, które miałyby być brane pod uwagę przy tworzeniu tych planów oraz sposób ich zatwierdzania oraz to, że podstawą opracowywania planów będą tzw. mapy potrzeb zdrowotnych staje się jasne, że plany te będą głównie planami inwestycji, remontów i zakupów, czyli będą się koncentrowały na problematyce strukturalnej, tj. na obiektach i ich wyposażeniu. Tymczasem to, że system ochrony zdrowia w Polsce źle funkcjonuje nie wynika z problemów strukturalnych. Główne problemy ochrony zdrowia to problemy organizacyjne i funkcjonalne. Oczywiście również i struktura materialna opieki zdrowotnej wymaga ciągłego ulepszania, ale nie to jest jej głównym problemem i zakup np. kolejnego aparatu do badania metodą rezonansu magnetycznego w żaden sposób nie poprawi jej funkcjonowania. Posłużę się tutaj dwoma przykładami z ostatniego okresu przepełnionego walką z epidemią. Cóż z tego, że w drugim kwartale ubiegłego roku minister Szumowski poinformował, że dostępna baza laboratoryjna umożliwia wykonywanie około 100 tys. testów dziennie, gdy w tym czasie – i to we wzlotach – wykonywano zaledwie około 30 tys. testów, a minister nie wiedział, dlaczego to nie działa. Cóż z tego, że dużym kosztem pobudowaliśmy bardzo duże szpitale tymczasowe na stadionach i w dużych halach, gdy nawet w czasie, kiedy bijemy światowe rekordy zachorowań w przeliczeniu na milion mieszkańców, szpitale te nie były w stanie przyjąć takiej liczby pacjentów, jaką – budując je – zaplanowano. W jednym i drugim przypadku istniała odpowiednia struktura, i w jednym i drugim przypadku to wszystko po prostu nie działało tak, jak powinno. Fundamentalną wadą projektu tej ustawy jest to, że zapowiadane plany miałyby być opracowywane na podstawie map potrzeb zdrowotnych, gdy tymczasem mapy te są mapami potrzeb tylko z nazwy, faktycznie są one głównie opisem istniejących zasobów. Problem z mapami zaczyna się od tego, że samo określenie „potrzeba zdrowotna” jest niedookreślone. Nie wiadomo, czy chodzi o potrzebę uzyskania policzalnych świadczeń zdrowotnych, czy też o poprawę pogorszonego stanu zdrowia. Czy chodzi o potrzeby związane z zachorowaniem czy też obejmuje działania profilaktyczne dla jeszcze zdrowych. Tak więc opracowywanie planów 7-letnich na podstawie map potrzeb, które nie są mapami potrzeb, to budowanie jednego fałszu opartego na drugim fałszu. Czytając projekt, można odnieść wrażenie, że plany transformacji mają być metodą na uzdrowienie systemu ochrony zdrowia. Tymczasem zajmować się one będą tylko wycinkiem problemu, pozostawiając i spychając konieczność poprawy sposobu funkcjonowania systemu ochrony zdrowia na boczny tor. Tymczasem właśnie zajmowanie się głównie problemami strukturalnymi to jest właśnie boczny tor. Być może wynika to z tego, że Ministerstwem Zdrowia zarządzają technokraci spoza systemu ochrony zdrowia i dlatego sądzą, że system ochrony zdrowia będzie dobrze funkcjonował dzięki budynkom i sprzętowi. Tak, one są potrzebne, ale jak to czasami się mówi, budynki nie leczą. I to daję pod rozwagę pomysłodawcom tworzenia planów 7-letnich. Znów wydamy duże pieniądze i ponownie wszystko będzie takie, jakie było. A może o to właśnie chodzi… Źródło: „Służba Zdrowia” 4/2021
SCeffg. xf778fqnsh.pages.dev/64xf778fqnsh.pages.dev/43xf778fqnsh.pages.dev/83xf778fqnsh.pages.dev/212xf778fqnsh.pages.dev/290xf778fqnsh.pages.dev/399xf778fqnsh.pages.dev/11xf778fqnsh.pages.dev/364xf778fqnsh.pages.dev/364
niech się mury pną do góry